poniedziałek, 6 lipca 2015

Baletowa sesja a'la XVIII wiek, historia tańca i inne tematy poboczne

W sumie miało być coś o regencyjnym "czymś" nad czym pracuję od jakiegoś czasu, ale przez sesję (nie zdjęciowa- studiową) XIX wiek musi poczekać. W międzyczasie jednak powstała inspirowana (z naciskiem na inspirowana) XVIII wiekiem baletowa sesja zdjęciowa. Pomyślałam więc, że czemu by się tu nie podzielić z efektami stworzonymi przez niezastąpioną Lily Rosse Photography i skrobnąć coś o tańcu, modzie, fryzurach i takich tam... :)


Do fryzury dzień wcześniej zrobiłam kilka podejść- ku mojej wielkiej rozpaczy za każdym razem wychodziła bardziej lub mniej udana Gibson Girl, a nie wielka dama z Wersalu. Ostatecznie dzięki pewnym modyfikacjom "jelita" (czyt. pończochy wypchanej watą), które miałam na pikniku w Pszczynie i zwykłemu, czarnemu partyboxowi (tania peruka świecąca się na pół kilometra) udało się osiągnąć coś, co w miarę pasowało do klimatu sesji... i nawet się trzymało! Próbowałam dodać modnej za tamtych czasów siwości (słowotwórstwo zawsze musi być) przez zużycie połowy suchego szamponu. Ostatecznie jednak po konsultacji zdecydowałam, że moda modą, ale lepiej wyglądam w ciemnych włosach.
Makijażu nie próbowałam, przemyślałam tylko mniej-więcej co chciałam osiągnąć: trochę przerysowane wyobrażenie XVIII wieku: dużo białego pudru, rumiane usta i policzki (ale umiejscowienie różu trochę uwspółcześnione) i parę innych elementów, których nie udało się zrealizować. Ale dlaczego- o tym później.

"Close enough": Maria Antonina pędzla Josepha Ducreux (1769) oraz Dama w błękicie autorstwa Thomasa Gainsborougha (ok. 1770-1780)

Ostatecznie dzień później przez dwudziestominutowe poszukiwanie baletowych rajstop i autobus, który jeździ tylko co godzinę, zmuszona byłam zrobić makijaż w 10 minut (to i tak rekord jak na mnie)- efekt mniej-więcej taki jaki planowałam, oprócz tego, że myślałam nad podkreśleniem oczy na co czasu już nie starczyło. W XVIII wieku niektóre damy chętnie podkreślały brwi, ale to była raczej kwestia gustu. Uznałam więc, że zostawię je pokryte warstwą podkładu i pudru- skoro Maria Antonina mogła mieć takie jasne, to i ja mogę! Tuszu do rzęs nie używano, więc i ja nic w tym względzie nie robiłam. Oczywiście obowiązkowy pieprzyk musiał być. Co prawda nie miałam tam żadnego pryszcza (a do tego zazwyczaj rysowanie, a raczej nakładanie "upiększaczy" służyło), ale uznałam, że kropki na czole to jednak nie mój styl. Niemniej jednak przez ilość pudru, podkładu i wszystkiego na twarzy i tak czułam się niczym Bogusław Radziwiłł w Potopie :)


Z fryzurą było jeszcze lepiej, bo stworzyłam ją w... 5 minut! Czas naglił, ale z pomocą dużej ilości lakieru do włosów udało się coś stworzyć- co prawda konstrukcja "gibała się" na każdą stronę, no ale co tam.. zdjęcia to nie film (na szczęście)... O tyle miałam do tego szczęścia, że "loczek" łaskawie sam się polokował przez noc- na lokówkę i tak nie było już czasu.

Koszula trochę uniemożliwiała ruchy rąk- jeszcze trochę bym dała do góry i zamiast rękawa byłaby wielka dziura  :D

Strój to właściwie taki misz-masz wszystkiego, czyli używane perełki z allegro i second-handów. Koszule z żabotem (jako część bielizny) były noszone głównie przez mężczyzn. choć takie ozdoby występowały też u kobiet (przykłady na portretach poniżej), to były one jednak elementami sukni. Moja spódnica z pofatygowaną halką to taki Degas z mocnym przymrużeniem oka, ale to już XIX wiek (czyt. misz-masz-misz-masz!). No i absolutnie niepokorny underbust, który sprawiał najwięcej problemów- co chwilę się podwijał. Ale to kwestia gównie tego, że jest.. na zamek i z jednej z popularnych sieciówek, w której raczej prawdziwego underbustu się nie uświadczy. Same w sobie "niskie gorsety" w XVIII wieku wyglądały wtedy trochę inaczej- tu jak zwykle polecam Pinteresta do wszelakich historycznych poszukiwań jak się sprawa faktycznie miała.
W rezultacie strój mogę określić jako lolitowy XVIII wiek z nutą romantyzmu i współczesności. Czyli generalnie wszystko na raz i właściwie nie wiadomo o co chodzi. Ale takie było założenie :D

Koronki, kołnierzyki, żaboty: Marie Kunigunde autorstwa Pietra Antonia Rotariego (1755) oraz Miss Caroline Vernon pędzla François-Xavier Vispré (1730-1790)

Najbardziej nie-XVIII-wieczne natomiast są pointy (dla niewtajemniczonych: obuwie baletowe, na których tancerki tańczą "na palcach"- nie, to nie to samo co baletki, baletki są miękkie i tego się na nich nie robi). Prototyp point powstał dopiero pod koniec XVIII wieku- przy czym bardziej na zasadzie "jak to będzie wyglądać" niż faktycznie jako konstrukcja butów.


Tancerzy podnoszono na "maszynie", dzięki której sprawiały wrażenie lekkości, "płynięcia" na scenie. Jednak dopiero w XIX wieku Maria Taglioni jako pierwsza zatańczyła "na pointach" w balecie La Sylphide. Nie wyglądało to tak jak w dzisiejszym balecie- pointy nie miały utwardzanego czubka, a na palce wchodzono jedynie na sekundkę. Dobrze to prezentuje filmik z Royal Opera House- co prawda na współczesnych pointach, ale z pełnym wytłumaczeniem:



A w XVIII wieku (uogólniając, głównie mam tu na myśli przełom XVII i XVIII wieku, chyba zrobię kiedyś osobny post o obuwiu tanecznym) tańczono w "botkach" na obcasie. Mówiąc o tańcu nie można wspomnieć o Ludwiku XIV (chociaż to wspomniany wcześniej wiek XVII), który przez swoją miłość do tańca rozwinął tą dyscyplinę sztuki i założył pierwszą szkołę kształcącą tancerzy. Sam podobno znakomicie tańczył (ale z wiekiem coraz wolniej- przez co nastąpiły pewne zmiany w muzyce, które pozostały do dziś. O tym też pewnie coś osobno skrobnę). Król Słońce (jak go nazywano) nie nosiłby point ani baletek, a buty na obcasie. 

Tancerka Marie Camargo namalowana przez Nicolasa Lancerta (1730) oraz tańczący Ludwik XIV jako Apollo w Ballet de la Nuit (1653)

W pierwszej połowie XVIII wieku sytuacja wygląda podobnie. Ciekawostką jest za to, że (głównie) kobiety nosiły buty z obcasem "zagiętym" do środka (jak widać na obrazie powyżej również w takich tańczono). No bo kto by odkrywał wyżej spódnicę niż na wysokość obcasa (okej, obraz powyżej jest złym przykładem- Maria Camargo była pierwszą tancerką, która zaczęła tańczyć w miękkich baletkach i w tak skandalicznie krótkiej sukni jak na obrazie)- a, że małe stópki były "na czasie" to panie w ten sposób sobie radziły z nadążaniem za trendami :)

Współczesne pointy, a obok... też współczesne, ale powiedzmy a'la XVII/XVIII w buty


Miało być o sesji baletowej, a zeszło na historię tańca. Tak więc, żeby się jeszcze bardziej nie zgubić we własnym tekście kończę i wrzucam jeszcze kilka zdjęć :)
Bardzo, bardzo polecam też polubić fanpage autorki zdjęć- Lily Rosse Photography. <TUTAJ ŚLICZNY LINK>



2 komentarze:

  1. Justynko,czy ty masz jakieś doświadczenie w tańcu klasycznym? Bo bardzo ładnie układasz stopy i masz praktycznie pełny turn out. O szpagacie już nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam, mam :) inaczej bym nie śmiała nic robić na pointach :)
      Uczę się od jakichś 4 (5?) lat, miałam też krótki epizod jak byłam w szkole podstawowej.

      Usuń