wtorek, 29 września 2015

Sisi, Winterhalter i Franz Jozef, czyli o strojach cesarskich na Złotym Popołudniu

fot. Paulina Kowalczyk

Złote Popołudnie było dla mnie idealną okazją, żeby- zgodnie z tegorocznym trendem- przywdziać wielką krynolinę i poczuć splendor niemożności przejścia przez drzwi nie potrącając po drodze kilku osób. Na datowanie wybrałam lata 60-te XIX wieku ze szczególnym wpływem pewnego Franza... Xaverego Winterhaltera, rzecz jasna :)

Jednym z najpopularniejszych obrazów Winterhaltera jest ten przedstawiający księżną Elżbietę 'Sisi' Bawarską- cesarzową Austrii. Stąd zaczęła się moje winterhalterowa inspiracja- od charakterystycznych diamentowych spinek w kształcie gwiazd, które cesarzowa otrzymała od swojego męża, Franza Jozefa.

Franz Xavier Winterhalter: Cesarzowa Elżbieta (1865)

Po godzinach wycinania gwiazdek z "pianki artystycznej", wielu warstwach farby akrylowej i przeróżnych lakierów do paznokci (które nawiasem mówiąc sprawdziły się zdecydowanie lepiej od akrylu, którym trudno było uzyskać ładny jakikolwiek efekt), przyklejania kryształków Swarovskiego i wycieczkach do sklepów ze spinkami w poszukiwaniu baz do przypięcia (co ostatecznie udało się dzięki kupieniu spinek z kokardkami i brutalnemu odczepianiu owych kokardek) udało się uzyskać coś na miarę cesarzowej... powiedzmy :)



Z suknią jest taka ciekawa historia- jeżeli ktoś czytał o moich przygodach w belle epoque, to wie, że udało mi się zdobyć tą piękną suknię w stylu edwardiańskim za grosze. Obmyślając strój wpadłam na dość kontrowersyjny pomysł przerobienia sukni z początku XX wieku na lata 60-te XIX-go. Jedynym minusem był fakt, że nie mogłam uzyskać kształtu "kopuły" w wersji z krynoliną- nie starczyłoby materiału na górze, żeby dało się tak zrobić. Jednak ostatecznie spotkałam się z kilkoma przykładami bardziej stożkowatych sukien, więc nie było to dla mnie jakąś wielką tragedią :)

Z prawej strony suknia po przerobieniu, z lewej na pikniku w Pszczynie w pierwotnej wersji edwardiańskiej.fot. Paulina Kowalczyk

Jedną z głównych modyfikacji, które chciałam wprowadzić było dodanie niebieskich wstążek- na obrazach Winterhaltera miały je na sobie między innymi królowa Aleksandra, księżna Eugenia czy hrabina Varvara Musina – Pushkina.

Franz Xavier Winterhalter: Księżna Eugenia, Królowa Aleksandra (1864), Hrabina Varvara Alekseyevna Musina-Pushkina (1857)

Najbardziej problematyczną okazała się krynolina. Niestety ta, którą zamówiłam u współczesnej krawcowej nie nadawała się do niczego. Myślałam więc o wzmocnieniu konstrukcji drutami... niestety umknęło mi jedno zero i zamówiłam druty grubości włosa. Ostatecznie jednak uratowała mnie Ala z Pracowni Ubioru Historycznego Alicji Byrskiej i na ostatnią chwilę stworzyła materiałową bazę krynoliny, a ja zamówiłam i 'zamontowałam' metalowe fiszbiny płaskie (jeżeli ktoś myśli o robieniu krynoliny to polecam usztywnienie tylko metalowymi fiszbinami, inne będą się giąć).

Moja szalejąca kryna-ufo.
Fot. Ilja van de Pavert

Po przygodach z kryną los się do mnie uśmiechnął... w kwestii pantalonów. Nie mając już zbytniej chęci na dodatkowe szycie wybrałam się do second-handu, gdzie znalazłam spodnie 3/4 w moim rozmiarze ze 100% bawełny, które zamiast zamka miały guziki i sznurek- wiwat rekolenistwo!
Całość dopełniał wachlarz z jednym z najsłynniejszych obrazów- tu niespodzianka- Winterhaltera :) Mowa tu o obrazie "Cesarzowa Eugenia otoczona damami dworu". I oczywiście kolejny przykład białej sukni z niebieskimi wstążkami!

Franz Xavier Winterhalter: Cesarzowa Eugenia w otoczeniu dam dworu (1855). Na dole wachlarz, wybaczcie zdjęcie jakości ziemniaka.

Na Popołudniu towarzyszył mi kolega (kto obserwuje mnie na instagramie może go kojarzyć z naszego cosplayu 11-go Doktora i Clary Oswald z serialu Doctor Who. Nawiasem mówiąc postacie te też podróżują w czasie :) ), który wcielił się w rolę Franciszka Józefa, a w praktyce był tak jak ja winterhalterowskim miksem.

Ogólnym planem było dopasować nasze stroje, żeby jakoś do siebie pasowały. Stąd też wpadłam na pomysł srebrnych- tak jak moje gwiazdki- epoletów (tu bardzo przepraszam wszystkich, którzy znają się na stopniach wojskowych i tym wszystkim, ale zrobiłam je tak, żeby ładnie wyglądały, a nie były akuratne historycznie :D ). Pudełko z butów, wstążka, frędzelki, sznurek do zasłon, srebrny szlaczek i duża ilość gorącego kleju to recepta na... coś co będzie sprawiać dobre wrażenie :). Do kompletu- jak na cesarza przystało- niebieska wstęga.




Główną inspiracją był książę Albert i książę de Joinville- rzecz jasna pędzla Winterhaltera. Jako, że obydwa portrety były namalowane przed 1860 rokiem potrzebna była mała modyfikacja w postaci czarnej kamizelki- podobno w drugiej połowie XIX wieku modniejszej od białej. Spodnie rzecz jasna z innego materiału niż góra- chyba w "Historii mody" Bouchera pojawia się informacja, że wtedy marynarka i spodnie z tego samego materiału były uważane za niedbalstwo w stroju.

Franz Xavier Winterhalter: Książę Albert (1846), Ksiażę de Joinville

Tak oto powstały stroje winterhalterowskiej Sisi i Franciszka. Muszę przyznać, że po skompletowaniu takiego stroju mam ochotę przenieść się do XIX wieku i móc być namalowaną przez Winterhaltera... ale cóż, pozostaje pocieszyć się współczesnymi zdjęciowymi odpowiednikami i cieszyć się, że można przynajmniej sprawiać wrażenie jak z obrazka... winterhalterowego rzecz jasna :)

Winterhalterowska Sisi i Franciszek.
fot. Ilja van de Pavert

1 komentarz:

  1. Ależ narobiłaś błędów. Sisi nie była księżną, tylko księżniczką, a Eugenia była cesarzową.

    OdpowiedzUsuń