piątek, 1 stycznia 2016

Reko 2015 rok... z przymrużeniem oka ;)

Pierwszy rok kostiumingu historycznego (ależ to dziwnie brzmi) już za mną! Tak więc pora na małe podsumowanie... czyli wszystko to, czego zazwyczaj na blogu nie widać (a na dole dam linki do "normalnych" relacji, jakby ktoś jeszcze nie czytał) :)

Moim pierwszym wydarzeniem historycznym był Piknik Krynoliny w Pszczynie, czyli edwardian mode on. Dowiedziałam się wtedy, że "kiełbasa", tudzież w innym nazewnictwie "jelito" jest podstawą fryzury każdej szanującej się damy; kontrolerzy biletów w pociągach na prawdę musieli już w swoim życiu wiele widzieć, ponieważ trzy panny w strojach z 1900 roku nie wywołują u nich nawet odrobiny zdziwienia oraz, że nie wolno trzymać Coca-Coli w tej samej ręce, którą się zawsze poprawia spadający kapelusz, ponieważ można sobie wylać na głowę zawartość butelki.
Ah, no i najważniejsze! Jeżeli chcesz posiadać więcej ziemi (bo przecież ilość posiadanej ziemi jest oznaką bogactwa!)- noś suknię z trenem! :D

Tak wyglądała moja suknia po Pikniku :D


Następnym wydarzeniem był weekend regencyjny w Ojcowie, na którym również dowiedziałam się wielu ważnych rzeczy. Na przykład tego, że dziwne pozy taneczne, często widoczne na rycinach modowych, w rzeczywistości wyglądają.... no... wyglądają jak wyglądają :D




Tego, że życie w czasach regencji bez służby byłoby wyjątkowo trudne...

Nawiązanie do "Dumy i uprzedzenia": https://www.youtube.com/watch?v=gKE2S-lHhRY

...i, że ludzie to... ludzie! <tum, dum, duuuuuuum!>

video


Oczywiście, istotnym aspektem spędzenia weekendu w 1820 roku, było ogarnięcie kwestii fryzury. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą, jaki jest sekret w uzyskaniu regencyjnych loczków, podpowiadam- kokony i reko taniec w koszuli nocnej przed snem. Bez tańca nie wyjdzie. Serio. True story.

video


Co do porad w kwestii włosów- dzięki XVIII-wiecznej-baletowo-lolitowo-nie-wiem-co-jescze-różowo-kwiatkowej sesji zdjęciowej (a raczej dzięki przygotowaniom do niej) wielkie coś na głowie również nie jest problemem. Wystarczy spróbować kilka razy, każdą próbę udokumentować selfie (ważne!) w lustrze, nosząc różowy szlafrok. Tak jak z superreko tańcem w regencji- bez szlafroka (i to koniecznie różowego)- po prostu nie wyjdzie.

Mina psychicznego szaleńca również pomaga w ujarzmieniu włosów- boją się nie ułożyć! Pamiętajcie- strach podstawą dobrej stylizacji!

Pomiędzy wydarzeniami miałam okazję pójść z Vorago do Muzeum Górnośląskiego, pooglądać wystawę strojów śląskich. Przy okazji była tam możliwość sprawdzenia jak takie coś by na nas wyglądało. Tak więc Vorago w stroju panny młodej (tak- na czarno!), a ja jako druhna, postanowiłyśmy zrobić sobie zdjęcie. I tak oto (przypadkowo) powstało wiekopomne dzieło pt. "Ślunski Gothic" :D
Close enough

Każdy człowiek w swoim życiu dociera do takiego momentu, w którym jest lampą. Więc i ja nią zostałam. I przy okazji dowiedziałam się, że krynolina mi się przekręciła i miałam tył z boku. Ale coooo tam.



A na koniec, zdecydowanie zdjęcie roku, dzięki któremu mogę definitywnie stwierdzić, że jedynym sposobem na zwalczenie morderczego szerszenia latającego na balkonie jest... zawstydzenie go. Tak więc, przedstawiam pantalonową rozpustę z udziałem Porcelany i Marylou!



To chyba by było na tyle z tegorocznych przygód... było fajnie, poznałam dużo ciekawych ludzi. A teraz pora iść dalej szyć suknię na nadchodzący Bal Arsenału! :)

Linki do tych normalnych relacji:

4 komentarze:

  1. Krynolina się przekreciła i mam tył z boku :D Mnie się też to często zdarza... Właściwie to za każdym razem xD
    Zdjęcie w pantalonach najlepsze! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Padłam w połowie postu, kokonowy taniec mnie powalił, później było już tylko gorzej :D :v

    OdpowiedzUsuń