czwartek, 29 grudnia 2016

Winter 1950s | Zimowe lata 50-te



Lata 50-te w wersji zimowej. Mój strój to stary płaszcz mojej mamy do którego dodałam pasek, podwinęłam i podczepiłam rękawy. Inspirowałam się głównie projektami Diora tego okresu, a szczególnie tym płaszczem, który ma podobny kołnierz do mojego.

Winter 50s! My outfit is my mom's old coat to which I added a belt. It feels a bit similar in its style to this 50s Dior New Style coat, which was my main inspiration for this stylization.

The original Dior 


My take on this look



Dobrym powodem do zdjęć była też chęć mojej reko koleżanki Vorago Rerum do ścięcia włosów w stylu 40s/50s. Namówiłam ją więc do wspólnych zdjęć aby wykorzystać nową historyczną fryzurę. Przy okazji był to chyba pierwszy raz kiedy próbowałam komuś zrobić makijaż i tego nie spartaczyłam ;)

My historical reenacment buddy- Vorago Rerum in her new 40s/50s haircut and makeup that I did (I hate doing somebody's makeup but I think this is the first time I actually did is quite well haha).


Vorago

aaaand Vorago Again

Przy okazji chciałam wszystkim życzyć Szczęśliwego Nowego Roku! :)

By the way- Happy New Year! :)

Aaaaaand it's me. And my leg. What a shocker!




niedziela, 27 listopada 2016

Balowo i bajkowo w dziewiętnastce | 19th century ballgowns & fairytales

Przyznam szczerze nieco zaniedbałam bloga. Gwoli rekompensaty dzisiaj wpis o trzech sesjach z genialną fotograf Moniką Kozień (polecam odwiedzić jej stronę i Facebooka!).
Na pierwszy ogień nowa suknia balowa na lata 40-ste XIX-go wieku. Niewątpliwie najtrudniejszy projekt jaki miałam okazję szyć. Trochę w stylu trochę taka panna Ingram z Jane Eyre.

It's been awhile since the last time I've posted anything. So, to compensate - this time I'm showing you three photoshoots of me by photographer Monika Kozień (check out her website and Facebook page!).
First one is my new 1840s ball gown. I must admit, this was the most challenging dress to make so far. The entire look reminds me of miss Ingram from Jane Eyre.




***

Nowej sesji doczekała się też wspominana już kiedyś na tym blogu suknia balowa inspirowana obrazami Franza Winterhaltera z lat 60-tych XIX-go wieku. Tym razem nie w wersji na Sisi, bo bez gwiazdek, a z loczkami i wiankiem z żywych kwiatów autorstwa florystki Ładne Kwiatki.

The next photoshoot presents my not-so-new-anymore 1860s ball gown in style of Franz Wintelharter's paintings. I'm wearing here a beautiful flower crown made with fresh flowers by Ładne Kwiatki.







***

Najświeższa sesja powstała dość spontanicznie Strój tym razem nie był mój (oprócz różowej koszuli ale jej nie uszyłam, a kupiłam)- aksamitną pelerynę uszyła Alicja, a cała stylizacja i makijaż jest zasługą Moniki- tej samej, która jest autorką zdjęć (to się nazywa multitalent!). Jako ciekawostkę dodam, że to pierwsza sesja na której mam swoją codzienną fryzurę- na ogół noszę doczepki lub peruki, bo jednak bob na lata 20ste XX-go wieku średnio pasuje do dziewiętnastki ;)

The most recent photoshoot was super spontaneous. This time non of the clothing was mine (well, the pink shirt is, but it is a bought one :P ). The velvet coat is by Alicja and the entire stylization and makeup is by Monika (who also- as I mentioned earlier in this entry- is author of all photos- this I call a multi-talent!). Fun fact- this is the only photoshoot on this blog in which I have my everyday hairstyle without any hair extensions or a wig.








piątek, 29 kwietnia 2016

Regency Bright Star inspired 1815/20 dress and spencer | Strój regencyjny inspirowany "Jaśniejszą od gwiazd"

Follow my blog with Bloglovin
Photo: Beatrisa Betty Fotografia

My new regency costume is inspired by one that has appeared in the movie "Bright Star"- the love story of a famous english poet John Keats and young (and quite interested in sewing and fashion) Fanny Brawne. My version is slightly different- the dress is made of white cotton and batise. I didn't want to do some kind of "cosplay" thing, but something more like inspired and quite (I hope so) historically accurate costume that I will be able to wear at some regency events.
The wonderfull photos are from super talented photographer Beatrisa Betty.

Photo: Beatrisa Betty Fotografia

Znacie film "Jaśniejsza od gwiazd"? Jeżeli nie, to zdecydowanie polecam! Tam właśnie znalazłam inspirację do mojego nowego stroju regencyjnego. W odróżnieniu od bawełny w paski w filmie, moje suknia jest zrobiona z białej bawełny i batystu. Zdjęcia- jak w przypadku stroju jeździeckiego Królowej Wiktorii-  zawdzięczam niesamowitej Betty. A poniżej strój w filmie:

Screencap from "Bright Star"- my main inspiration for this costume. Source

“Bright star, would I were stedfast as thou art”
BY JOHN KEATS (c. 1818)

Bright star, would I were stedfast as thou art— 
Not in lone splendour hung aloft the night 
And watching, with eternal lids apart, 
Like nature's patient, sleepless Eremite, 
The moving waters at their priestlike task 
Of pure ablution round earth's human shores, 
Or gazing on the new soft-fallen mask 
Of snow upon the mountains and the moors— 
No—yet still stedfast, still unchangeable, 
Pillow'd upon my fair love's ripening breast, 
To feel for ever its soft fall and swell, 
Awake for ever in a sweet unrest, 
Still, still to hear her tender-taken breath, 
And so live ever—or else swoon to death.

Photo: Beatrisa Betty Fotografia

Photo: Beatrisa Betty Fotografia

Jasna Gwiazda

Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie
Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko
Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie
Bezsennie zapatrzone pustelnika oko;
Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole
Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi,
Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole
Maską czystą i miękką opadają śniegi;
Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie
Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej,
Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie,
Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej
I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi,
I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci.

(tłum. S.Barańczak)


czwartek, 21 kwietnia 2016

Queen Victoria's 1840 riding habit | Strój jeździecki królowej Wiktorii z 1840 roku

Photo: Beatrisa Betty Fotografia

I always wanted to recreate some of Queen Victoria's dresses. I also loooove riding habits, especially the ones from 1840s. So, one magical day I found this lovely lithograph from 1840 presenting Queen Victoria in green riding habit in front of Brighton's Royal Pavilion. When some time later I was asked to pose for some photos by the super talented photographer Beatrisa Betty, I decided to recreate this exact habit! So... Queen Victoria mode on! :)

Zawsze marzyłam o uszyciu stroju jeździeckiego. Podobają mi się one właściwie w każdej epoce. Zawsze też marzyłam o uszyciu jakiejś sukni Królowej Wiktorii. Tak akurat się złożyło, że natrafiłam na 2w1- Królową Wiktorię w zielonym riding habicie z 1840-go roku. Jakiś czas później zaproponowana została mi sesja przez niesamowicie utalentowaną fotografkę Beatrise Betty. Uznałam więc, że to idealny powód do zabrania się za ten projekt.

Queen Victoria, Lithograph by Day and Haghe, 1838
source

For the photoshoot with Betty I had to do two costumes- so I was doing also "Bright Star" inspired regency gown and spencer (coming soon :P ). The result was a lot of stuff to sew in a very little amount of time. This resulted in the skirt pinned with pins rather than sewed and a few weird and definitely not historically accurate things like embroidery amm.. "painted" with a pen that I've done the night before photoshoot.


Na sesję zdecydowałam się na dwa stroje- oprócz stroju jeździeckiego uszyłam też regencyjną suknię i spencer inspirowane tymi noszonymi przez Fanny w filmie "Jaśniejsza od gwiazd". Szycia była mnóstwo, czasu mało... szyłam jeszcze w nocy, w rezultacie przed sesją spałam dwie godziny,a  w drodze zszywałam rękawy habitu. Mała ilość czasu powoduje desperackie działania jak np. ten jakże zaawansowany haft cienkopisem :P



Because the habit was from around 1840, I decided to include the big Queen Victoria's love- Prince Albert on the photoshoot. I printed some manuscripts of Schubert's 'Schwanengesang'. That's the reference to the movie "Young Victoria" in which Albert sends her the Swan Song to show his affection to her.

"If I cannot be with you, then I pray you will hear my voice in the music that I send. You know my love of Schubert. This is his "Swan Song". And I play it with you in my heart"

Also, I love Schubert too and I'm currently working on Swan Song at my music uni. So it was a win-win for me.


Oczywiście nie mogło zabraknąć księcia Alberta! Jeżeli ktoś widział film "Młoda Wiktoria" może kojarzyć scenę, w której Albert chcąc przedstawić w liście swoje uczucia do Wiktorii, wysyła jej nuty swojego ulubionego kompozytora- Schuberta. Niewątpliwą zaletą tej sytuacji jest to, że obecnie pracuję nad Łabędzim Śpiewem na Akademii, więc akurat coś w temacie. No i Schuberta też uwielbiam!

The Swan Song sang by my absolutely fav singer- Ian Bostridge

I also printed Alfred's miniature portrait and his letter do Victoria from 1839 (transcript from Queen Victoria's Scrapbook)

"(...)I need not tell you that since we left, all my thoughts have been with you at Windsor, and that your image fills my whole soul. Even in my dreams I never imagined that I should find so much love on earth. How that moment shines for me when I was close to you, but with your hand in mine!(...)"


Photo: Beatrisa Betty fotografia

After few hours of regency photoshoot we did the photos with Queen Victoria's riding habit. Unfortunately after 15 minutes it started to rain heavily. but we managed to get 3 decent photos that I'm very glad of :D

Sesja regencyjna zajęła nam najwięcej czasu. Po niej nadeszła pora na strój jeździecki, jednak pogoda nie była zadowolona z naszych planów, przez co miałyśmy 15 minut na zrobienie zdjęć- potem była już ulewa, w której nie dało się nic zrobić. Cieszy mnie niesamowicie, że mimo to Betty wyczarowała kilka pięknych zdjęć za co bardzo jej dziękuję! :)


Photo: Beatrisa Betty Fotografia

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

1950s retro coat | Płaszcz w stylu lat 50-tych

I'M BACH! ...back? :D


Pierwszy raz zrobiłam coś, co mogę nosić też na co dzień! Cieplejsza pogoda oznacza, że mój ciepły, zimowy płaszcz był już za ciepły. Byłam więc zmuszona przerzucić się na (o zgrozo) skórzaną kurtkę. O zgrozo, bo zawsze chodzę w sukienkach, co łączy się z tym, że wszelkie powiewy wiatru powodują u mnie efekt Marilyn Monroe. Jest to fajne na zdjęciach, ale w rzeczywistości strasznie irytujące. Tak więc padła spontaniczna decyzja- potrzebuję płaszcza w trybie NOW!

Oh wow, I believe this is the first time I've made something that I can actually wear as my everyday clothing! Crazy. I know! For practical reasons I decided to make a coat- I wear dresses everyday so short jackets are a big no-no for me (flying skirts are cool only in old films :P ).

I'm siiiiiinging in... um... withoooooout the raaaaain


Zawsze podobały mi się płaszcze z lat 50-tych XX wieku. Po intensywnym procesie myślowym, z którego jasno wynikło, że reko mnie okradło z pieniędzy, przeszukałam stare materiały. Jak się okazało, miałam idealny materiał na płaszcz- czerwone zasłony, które kupiłam rok temu w lumpeksie, a nie użyłam do niczego, bo delikatnie odbijał światło, więc w kwestii XIX wieku to za bardzo na dzienną, a za mało na wieczorową. Z dalszej analizy jasno wynikło, że dwie bawełniane pościele znalezione (jakżeby inaczej :D ) również w rzeczach używanych będą cudownym rozwiązaniem na podszewkę.

I've always liked 1950s coats. So, after a lot of thinking and pintresting (is that even a verb? :P ) I decided to do something 50s inspired. Fortunately I was able to avoid spending a lot of money on this project- I found some courtains and cotton bed sheets that I bought long time ago in a second-hand store (in a galaxy far far away, of course :D ).
Miss Fisher in 50s? O.o


Co do wykroju to... jest to wzór na regencyjny spencer, który po prostu przedłużyłam :D Zmodyfikowałam też rękawy, żeby zlikwidować bufki. A dół to po prostu standardowa spódnica z koła.

I made it by modifying a regency spencer pattern (one must be creative, right? :P ) and using some basic circle skirt pattern.

Po uporaniu się z szyciem (co nie było takie proste, bo w tydzień musiałam zrobić trzy stroje...) należało uwiecznić moje zmagania z latami 50-tymi. Wybrałam się więc na "robienie retro splendorów" z Gosią z Vintage Cafeteria. Oprócz zdjęć, dziwnych ludzi pozującymi z nami (po co, nadal nie wiem), Azjaty, który chciał nam zrobić zdjęcia, ale chyba uznał, że ustawienie ostrości to jest to samo co naciśnięcie migawki (serio), krakowskiego kwasu wpadającego mi do oka dużo innych przygód, udało nam się zawitać do jednej z herbaciarni, której nazwy niestety zapomniałam. Nie mogło więc się obejść bez kilku, równie dziwnych jak nasze przygody, zdjęć z telefonu ;)

Together with Vintage Cafeteria we decided to do some "oh we are so glamorous and retro and everything, wow wow" thing which resulted in this photoshoot. And also in the "awkward-photos-from-our-smartphones-with-a-lot-of-filters-in-some-hipster-tea-house".


Beret na zdjęciach również zawdzięczam Gosi, która mi go pożyczyła do sesji. Jej strój był inspirowany Śniadaniem u Tiffany'ego. Więcej nie powiem, najlepiej poczytać i pooglądać u niej na blogu lub Facebooku :)

Check out Gosia's photos from our photoshoot. Her outfit was inspired by Audrey Hepburn in "Breakfast at Tiffany's". More (will probably appear soon) in her blog Vintage Cafeteria and her Facebook page . Here's a little sneak peek:


piątek, 1 stycznia 2016

Reko 2015 rok... z przymrużeniem oka ;)

Pierwszy rok kostiumingu historycznego (ależ to dziwnie brzmi) już za mną! Tak więc pora na małe podsumowanie... czyli wszystko to, czego zazwyczaj na blogu nie widać (a na dole dam linki do "normalnych" relacji, jakby ktoś jeszcze nie czytał) :)

Moim pierwszym wydarzeniem historycznym był Piknik Krynoliny w Pszczynie, czyli edwardian mode on. Dowiedziałam się wtedy, że "kiełbasa", tudzież w innym nazewnictwie "jelito" jest podstawą fryzury każdej szanującej się damy; kontrolerzy biletów w pociągach na prawdę musieli już w swoim życiu wiele widzieć, ponieważ trzy panny w strojach z 1900 roku nie wywołują u nich nawet odrobiny zdziwienia oraz, że nie wolno trzymać Coca-Coli w tej samej ręce, którą się zawsze poprawia spadający kapelusz, ponieważ można sobie wylać na głowę zawartość butelki.
Ah, no i najważniejsze! Jeżeli chcesz posiadać więcej ziemi (bo przecież ilość posiadanej ziemi jest oznaką bogactwa!)- noś suknię z trenem! :D

Tak wyglądała moja suknia po Pikniku :D


Następnym wydarzeniem był weekend regencyjny w Ojcowie, na którym również dowiedziałam się wielu ważnych rzeczy. Na przykład tego, że dziwne pozy taneczne, często widoczne na rycinach modowych, w rzeczywistości wyglądają.... no... wyglądają jak wyglądają :D




Tego, że życie w czasach regencji bez służby byłoby wyjątkowo trudne...

Nawiązanie do "Dumy i uprzedzenia": https://www.youtube.com/watch?v=gKE2S-lHhRY

...i, że ludzie to... ludzie! <tum, dum, duuuuuuum!>

video


Oczywiście, istotnym aspektem spędzenia weekendu w 1820 roku, było ogarnięcie kwestii fryzury. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą, jaki jest sekret w uzyskaniu regencyjnych loczków, podpowiadam- kokony i reko taniec w koszuli nocnej przed snem. Bez tańca nie wyjdzie. Serio. True story.

video


Co do porad w kwestii włosów- dzięki XVIII-wiecznej-baletowo-lolitowo-nie-wiem-co-jescze-różowo-kwiatkowej sesji zdjęciowej (a raczej dzięki przygotowaniom do niej) wielkie coś na głowie również nie jest problemem. Wystarczy spróbować kilka razy, każdą próbę udokumentować selfie (ważne!) w lustrze, nosząc różowy szlafrok. Tak jak z superreko tańcem w regencji- bez szlafroka (i to koniecznie różowego)- po prostu nie wyjdzie.

Mina psychicznego szaleńca również pomaga w ujarzmieniu włosów- boją się nie ułożyć! Pamiętajcie- strach podstawą dobrej stylizacji!

Pomiędzy wydarzeniami miałam okazję pójść z Vorago do Muzeum Górnośląskiego, pooglądać wystawę strojów śląskich. Przy okazji była tam możliwość sprawdzenia jak takie coś by na nas wyglądało. Tak więc Vorago w stroju panny młodej (tak- na czarno!), a ja jako druhna, postanowiłyśmy zrobić sobie zdjęcie. I tak oto (przypadkowo) powstało wiekopomne dzieło pt. "Ślunski Gothic" :D
Close enough

Każdy człowiek w swoim życiu dociera do takiego momentu, w którym jest lampą. Więc i ja nią zostałam. I przy okazji dowiedziałam się, że krynolina mi się przekręciła i miałam tył z boku. Ale coooo tam.



A na koniec, zdecydowanie zdjęcie roku, dzięki któremu mogę definitywnie stwierdzić, że jedynym sposobem na zwalczenie morderczego szerszenia latającego na balkonie jest... zawstydzenie go. Tak więc, przedstawiam pantalonową rozpustę z udziałem Porcelany i Marylou!



To chyba by było na tyle z tegorocznych przygód... było fajnie, poznałam dużo ciekawych ludzi. A teraz pora iść dalej szyć suknię na nadchodzący Bal Arsenału! :)

Linki do tych normalnych relacji:

wtorek, 29 września 2015

Sisi, Winterhalter i Franz Jozef, czyli o strojach cesarskich na Złotym Popołudniu

fot. Paulina Kowalczyk

Złote Popołudnie było dla mnie idealną okazją, żeby- zgodnie z tegorocznym trendem- przywdziać wielką krynolinę i poczuć splendor niemożności przejścia przez drzwi nie potrącając po drodze kilku osób. Na datowanie wybrałam lata 60-te XIX wieku ze szczególnym wpływem pewnego Franza... Xaverego Winterhaltera, rzecz jasna :)

Jednym z najpopularniejszych obrazów Winterhaltera jest ten przedstawiający księżną Elżbietę 'Sisi' Bawarską- cesarzową Austrii. Stąd zaczęła się moje winterhalterowa inspiracja- od charakterystycznych diamentowych spinek w kształcie gwiazd, które cesarzowa otrzymała od swojego męża, Franza Jozefa.

Franz Xavier Winterhalter: Cesarzowa Elżbieta (1865)

Po godzinach wycinania gwiazdek z "pianki artystycznej", wielu warstwach farby akrylowej i przeróżnych lakierów do paznokci (które nawiasem mówiąc sprawdziły się zdecydowanie lepiej od akrylu, którym trudno było uzyskać ładny jakikolwiek efekt), przyklejania kryształków Swarovskiego i wycieczkach do sklepów ze spinkami w poszukiwaniu baz do przypięcia (co ostatecznie udało się dzięki kupieniu spinek z kokardkami i brutalnemu odczepianiu owych kokardek) udało się uzyskać coś na miarę cesarzowej... powiedzmy :)



Z suknią jest taka ciekawa historia- jeżeli ktoś czytał o moich przygodach w belle epoque, to wie, że udało mi się zdobyć tą piękną suknię w stylu edwardiańskim za grosze. Obmyślając strój wpadłam na dość kontrowersyjny pomysł przerobienia sukni z początku XX wieku na lata 60-te XIX-go. Jedynym minusem był fakt, że nie mogłam uzyskać kształtu "kopuły" w wersji z krynoliną- nie starczyłoby materiału na górze, żeby dało się tak zrobić. Jednak ostatecznie spotkałam się z kilkoma przykładami bardziej stożkowatych sukien, więc nie było to dla mnie jakąś wielką tragedią :)

Z prawej strony suknia po przerobieniu, z lewej na pikniku w Pszczynie w pierwotnej wersji edwardiańskiej.fot. Paulina Kowalczyk

Jedną z głównych modyfikacji, które chciałam wprowadzić było dodanie niebieskich wstążek- na obrazach Winterhaltera miały je na sobie między innymi królowa Aleksandra, księżna Eugenia czy hrabina Varvara Musina – Pushkina.

Franz Xavier Winterhalter: Księżna Eugenia, Królowa Aleksandra (1864), Hrabina Varvara Alekseyevna Musina-Pushkina (1857)

Najbardziej problematyczną okazała się krynolina. Niestety ta, którą zamówiłam u współczesnej krawcowej nie nadawała się do niczego. Myślałam więc o wzmocnieniu konstrukcji drutami... niestety umknęło mi jedno zero i zamówiłam druty grubości włosa. Ostatecznie jednak uratowała mnie Ala z Pracowni Ubioru Historycznego Alicji Byrskiej i na ostatnią chwilę stworzyła materiałową bazę krynoliny, a ja zamówiłam i 'zamontowałam' metalowe fiszbiny płaskie (jeżeli ktoś myśli o robieniu krynoliny to polecam usztywnienie tylko metalowymi fiszbinami, inne będą się giąć).

Moja szalejąca kryna-ufo.
Fot. Ilja van de Pavert

Po przygodach z kryną los się do mnie uśmiechnął... w kwestii pantalonów. Nie mając już zbytniej chęci na dodatkowe szycie wybrałam się do second-handu, gdzie znalazłam spodnie 3/4 w moim rozmiarze ze 100% bawełny, które zamiast zamka miały guziki i sznurek- wiwat rekolenistwo!
Całość dopełniał wachlarz z jednym z najsłynniejszych obrazów- tu niespodzianka- Winterhaltera :) Mowa tu o obrazie "Cesarzowa Eugenia otoczona damami dworu". I oczywiście kolejny przykład białej sukni z niebieskimi wstążkami!

Franz Xavier Winterhalter: Cesarzowa Eugenia w otoczeniu dam dworu (1855). Na dole wachlarz, wybaczcie zdjęcie jakości ziemniaka.

Na Popołudniu towarzyszył mi kolega (kto obserwuje mnie na instagramie może go kojarzyć z naszego cosplayu 11-go Doktora i Clary Oswald z serialu Doctor Who. Nawiasem mówiąc postacie te też podróżują w czasie :) ), który wcielił się w rolę Franciszka Józefa, a w praktyce był tak jak ja winterhalterowskim miksem.

Ogólnym planem było dopasować nasze stroje, żeby jakoś do siebie pasowały. Stąd też wpadłam na pomysł srebrnych- tak jak moje gwiazdki- epoletów (tu bardzo przepraszam wszystkich, którzy znają się na stopniach wojskowych i tym wszystkim, ale zrobiłam je tak, żeby ładnie wyglądały, a nie były akuratne historycznie :D ). Pudełko z butów, wstążka, frędzelki, sznurek do zasłon, srebrny szlaczek i duża ilość gorącego kleju to recepta na... coś co będzie sprawiać dobre wrażenie :). Do kompletu- jak na cesarza przystało- niebieska wstęga.




Główną inspiracją był książę Albert i książę de Joinville- rzecz jasna pędzla Winterhaltera. Jako, że obydwa portrety były namalowane przed 1860 rokiem potrzebna była mała modyfikacja w postaci czarnej kamizelki- podobno w drugiej połowie XIX wieku modniejszej od białej. Spodnie rzecz jasna z innego materiału niż góra- chyba w "Historii mody" Bouchera pojawia się informacja, że wtedy marynarka i spodnie z tego samego materiału były uważane za niedbalstwo w stroju.

Franz Xavier Winterhalter: Książę Albert (1846), Ksiażę de Joinville

Tak oto powstały stroje winterhalterowskiej Sisi i Franciszka. Muszę przyznać, że po skompletowaniu takiego stroju mam ochotę przenieść się do XIX wieku i móc być namalowaną przez Winterhaltera... ale cóż, pozostaje pocieszyć się współczesnymi zdjęciowymi odpowiednikami i cieszyć się, że można przynajmniej sprawiać wrażenie jak z obrazka... winterhalterowego rzecz jasna :)

Winterhalterowska Sisi i Franciszek.
fot. Ilja van de Pavert